Powołali do życia Łasztowian. Miłośnicy kwiatów imponują pomysłami i zaangażowaniem. GALERIA ZDJĘĆ!

Efekty pracy Moniki Dłużyk – Marciniak z kwiaciarni „Pod żółtą różą” i jej przyjaciół można było oglądać podczas ostatniej odsłony Dni Ulicy Zbożowej. Okolice Centrum Kultury Euroregionu Stara Rzeźnia odwiedzili ponownie legendarni Łasztowianie. Pomysł jest ciekawy i innowacyjny, to połączenie bajki, legend oraz możliwości kreatywnego wykorzystania np. kwiatów i ozdób. Grupa przyjaciół nadal rozwija swój pomysł. Zapraszamy do przeczytania wywiadu, który przeprowadził Michał Kaczmarek.

Byliście Państwo bardzo widoczni podczas ostatnich Dni Ulicy Zbożowej. Możemy śmiało stwierdzić, że to działanie znacznie wychodzące poza funkcjonowanie kwiaciarni.

Monika Dłużyk – Marciniak: W naszej działalności florystycznej lubimy sięgać do działań niekonwencjonalnych. Łączymy działania florystyczne z animacją kulturalną. Jesteśmy chyba jedyną kwiaciarnią w Polsce, która takie rzeczy robi. Jest z nami Ania, animator kultury z wykształcenia, w tym kierunku staramy się działać.

 

Jak Państwo wpadliście na pomysł powołania do życia Łasztowian? To spontaniczna koncepcja czy może ta historia wymaga pracy?

MDM: Pierwszą historią, którą przygotowaliśmy w takiej konwencji była akcja „Kwiatowy Szczecin”. Przebrani w stroje rodem z sielanek rozdawaliśmy kwiaty mieszkańcom Szczecina. Stworzyliśmy specyficzną, delikatną atmosferę z bajki. Kiedy zgłosiła się do nas Pani Laura Hołowacz ze Starej Rzeźni z prośbą o ubarwienie kwiatami Dni Ulicy Zbożowej to wpadliśmy na pomysł Łasztowian. Dobrze czujemy się w klimatach XIX wiecznych, postanowiliśmy więc stworzyć bajkę miejską.

 

Podeszliście Państwo do tematu bardzo poważnie, bo historia Łasztowian jest spójna i bardzo rozwinięta.

AWN: Przed każdym wydarzeniem pracujemy dzień w dzień w kwiaciarni przez długie tygodnie. Efekty zwykle widać dopiero podczas samego wydarzenia – na zdjęciach widzimy stroje, uśmiechy, kwiaty. Zwracamy uwagę na detale, doskonale widać to na zdjęciach.

 

Bawicie się tym Państwo?

AWN: Tak, strasznie (śmiech)

MDM: Bez zabawy nie byłoby  tych eventów. Zarówno Ania, ja jak i Jakub Kunewicz z naszego zespołu, potrzebujemy odskoczni od naszej codzienności kwiaciarnianej. Dzięki temu zachowujemy higienę psychiczną. Zwykłe czynności w kwiaciarni powtarzają się; jesień, zima, lato, wszystko idzie tym samym rytmem. Event stwarza nowe możliwości.

AWN: Idziemy do ludzi, otwieramy się.

 

Jak historia Łasztowian rozwinęła się w tym roku w porównaniu z rokiem ubiegłym i czy jest już koncepcja na to by ta historia dalej była kontynuowana?

MDM: Istotą tej historii jest, że na Łasztowni żyjemy dzięki eliksirowi młodości z kwiatów i z ziół. Jest to ewidentne nawiązanie do naszej pracy flotystycznej. Faktem jest, że staramy się do historii wnosić coś nowego. W tamtym roku przedstawialiśmy się mieszkańcom proponując im naszą historię. W tym roku była syrena…

AWN: Chcieliśmy nadać trochę groteskowości całemu wydarzeniu, to zderzenie światów dawnego i współczesnego. Syrena była niespodzianką, dzieci były szczęśliwe, dorośli zaskoczeni. Nie wiem jak potoczy się dalej ta historia, chcielibyśmy by Łasztowianie i to przedsięwzięcie szło dalej. Pomysły pojawiają się zwykle na wiosnę.

MDM: Absolutnie nie chcemy ustanowić syrenę herbem Szczecina. Ukazał się artykuł, wzbudził komentarze, po prostu ktoś nas pomysł potraktował zbyt poważnie, a to była zabawa. Szczecinianie mocno narzekają na miasto, ale ostateczni bardzo je kochają, bo herbu nikt zmieniać nie chce, a komentarze mocno broniły Gryfa czy Sediny. Drodzy Państwo, działamy w konwencji bajki (śmiech).

Rozumiem, że miejsce jest inspiracją dla tworzenia tej historii?

MDM: Dzięki inicjatywie Pani Laury Hołowacz sięgnęliśmy do historii budynków starej Łasztowni. To przestrzeń tajemnicza, inspirująca, pełna możliwości. Taka historia jak los starych Łasztowian żyjących tam dzięki eliksirowi młodości mogła się tam wydarzyć. To miejsce magiczne, to widać w fotografiach, zdjęcia wydobywają całe jej piękno.

AWN: To jest taki moment kiedy wiele budynków jest już zrewitalizowanych i my wchodzimy w ostatnim momencie gdy znajdują się tam stare zabudowania. Staramy się trochę zatrzymać ten czas.

 

Jak udaje się wpleść motywy kwiatowe do historii Łasztowian?

AWN: Nasza kwiaciarnia pracuje w ten sposób, że stosowność jest najważniejsza. Dostosowujemy każdy kwiat do inne okoliczności. Chcieliśmy połączyć Dni Ulicy Zbożowej jako inicjatywę pełną zboża i trawy, ale i eleganckich strojów. Materiał, który został użyty jest bardzo odpowiedni. W tym roku musieliśmy użyć muszle, bo temperatura nie pozwoliła na szerokie używanie materiału florystycznego. Chcemy pokazać, że można używać rzeczy, które dobrze wyglądają i konweniują z tym, co na co dzień robimy.

MDM: Muszle i materiały morskie uratowały nas przy tym upale.

AWN: Nasz event nazywał się „Po kwiatowej stronie Odry” więc woda, wszystko co jest naturalne na Łasztowni zostało ze sobą połączone.

 

Jak Państwo nazywacie swoją organizację? Czy to jest grupa teatralna? Grupa florystyczna? A może jest to jeszcze ciekawsze połączenie?

MDM: Mam to szczęście, że zgromadziłam wokół siebie osoby, które są otwarte na inicjatywy i dużo do nich wnoszą. Nie trudno jest stworzyć projekt, trudno jest znaleźć osoby, które go poniosą. Wokół kwiaciarni „Pod żółtą różą” tacy ludzie są, co ciekawe oni na co dzień zajmują się zupełnie innymi sprawami zawodowymi. Nasza trójka jest stałym elementem eventu. Mamy wśród nas urzędnika, laborantkę, operatora dźwigu, uczennice szkoły podstawowej, różni ludzie z różnych zawodów. Spotykamy się, jesteśmy razem, bawimy się. Nie jesteśmy grupą artystów, jesteśmy grupą przyjaciół. Cieszę się, że coś takiego się udaje.

Bardzo dziękuje za rozmowę.